Huawei P9 Lite (2017) to nie jest zły telefon, ale... [Test]

Huawei P9 Lite (2017) to przedstawiciel średniej półki cenowej, który - jak może sugerować jego nazwa - jest następcą bardzo popularnego Huaweia P9 Lite z 2016 roku. Czy oznacza to, że nowy model jest lepszy pod każdym względem i wart wyższej ceny? Zapraszam do zapoznania się z testem.

Specyfikacja; wzornictwo i jakość wykonania; czytnik linii papilarnych

Teoretycznie dobra specyfikacja

Specyfikacja modelu P9 Lite 2017 wygląda na papierze całkiem nieźle. Producent zapakował do urządzenia swój nowy autorski układ HiSilicon Kirin 655. Ma on osiem energooszczędnych rdzeni Cortex-A53 i współpracuje z układem graficznym Mali T830.

Na pokładzie znalazło się również miejsce dla 3 GB pamięci operacyjnej, co jak na średniaka jest bardzo dobrą wartością. Tegoroczne flagowce takie jak Galaxy S8, LG G6, Xperia XZ Premium, HTC U11 czy Huawei P10 oferują bowiem tylko o 1 GB RAM-u więcej.

Brakuje jednak nieco miejsca na dane. Przestrzeni dyskowej jest co prawda 16 GB, ale dla użytkownika pozostaje z tego niespełna połowa. Na szczęście można ją rozszerzyć używając kart microSD. Jak jednak wiadomo, instalacja aplikacji i gier na zewnętrznym nośniku bywa często bardzo kłopotliwa.

Wrażenia wizualne na odpowiednim poziomie zapewnić ma ekran o przekątnej 5,2 cala i rozdzielczości FullHD. Daje to zagęszczenie pikseli na poziomie 424 PPI, co jest wartością w zupełności wystarczającą. Matryca aparatu ma rozdzielczość 12 Mpix, a kamerka do selfie — 8. Jak podzespoły sprawują się w praktyce? Tego dowiecie się z dalszej części recenzji.

Huawei P9 lite (2017)
ProducentHuawei
RodzinaHuawei P
SegmentSmartfon ze średniej półki
System operacyjnyAndroid 7.0 Nougat
Nakładka systemowaEMUI 5.0
Data premiery2017
Ekran
Przekątna ekranu5.2 cali
Rozdzielczość ekranu1920 x 1080
Rodzaj matrycyIPS LCD
Zagęszczenie pikseli424 ppi
Procesor
Model procesoraHiSilicon Kirin 655
Liczba rdzeniośmiordzeniowy, 4 x Cortex-A53 2,1 GHz i 4 x Cortex-A53 1,7 GHz
Układ graficznyARM Mali-T830 MP2
Pamięć
Maksymalna pamięć operacyjna3 GB RAM
Maksymalna pamięć wewnętrzna16 GB
Obsługa kart microSDtak, do 128 GB
Aparat główny
Rozdzielczość matrycy12 Mpix
Jasność przysłonyf/2.0
Optyczna stabilizacja obrazunie
Elektroniczna stabilizacja obrazunie
Dioda doświetlającapodwójna
Autofokustak
Aparat przedni
Rozdzielczość matrycy8 Mpix
Optyczna stabilizacja obrazunie
Łączność
LTEtak
WiFi802.11 a, b, g, n,
Bluetooth4.1
GPSGPS, A-GPS, GLONASS
NFCtak
USBmicroUSB
Dual SIMtak
Zabezpieczenia i czujniki
Czytnik linii papilarnychtak
Czujnikiakcelerometr, kompas, czujnik Halla
Wymiary i waga
Wymiary147,2 x 7,9 x 7,6 mm
Waga147 g
Bateria
Pojemność akumulatora3000 mAh
Wymienna baterianie

Imitacja doskonała

W swoich recenzjach często nadużywam sformułowania "szklano-metalowa kanapka". Nazywam tak urządzenia, których boczne ramki wykonane są z metalu, a plecki ze szkła. Na rynku jest całkiem sporo smartfonów wykonanych właśnie z takich materiałów. Na pierwszy rzut oka do tego grona należy również opisywany Huawei P9 Lite (2017). Prawda jest jednak nieco inna…

Średniak Huaweia został wykonany z plastiku. Mowa tu zarówno o tylnym panelu, który imituje szkło, jak i o ramkach, które nie są metalowe, a co najwyżej metaliczne. Producent przyoszczędził więc na materiałach. Należy tu wspomnieć, że w tej półce cenowej szkło i metal to już w zasadzie standard. I nie mówię tu wyłącznie o urządzeniach pokroju Xiaomi, ale również o produktach takich jak Samsung Galaxy A3 (2017) czy Asus ZenFone 3.

Zobacz również: Świąteczny unboxing

Huawei P9 Lite (2017) to dobrze spasowany, ale kruchy telefon

Tworzywo sztuczne brzmi słabo. W praktyce jednak sprawa wygląda nieco lepiej. Obudowa smartfona jest bardzo sztywna i świetnie spasowana. Jakość wykonania oceniam więc, mimo tańszych materiałów, wysoko.

Wygląd nowego P9 Lite również należy pochwalić. Niby nie ma tu nic ciekawego, ale jednak klasyczna i symetryczna bryła sprawia wrażenie eleganckiej i ponadczasowej. Urządzenie bardzo dobrze leży również w dłoni. Dzieje się tak dzięki temu, że tylna tafla szkła plastiku jest lekko zaoblona na krawędziach. Urządzenie jest też dosyć lekkie i dobrze wyważone.

Niestety, obudowa łatwo zbiera odciski palców. Na ekranie wyraźnie brakuje powłoki oleofobowej oraz…

Piątkowy wieczór nad Wisłą

To wyznanie może być dla was nieco zaskakujące, ale wierzcie lub nie — nigdy w życiu nie rozbiłem szybki żadnego smartfona. Biorąc pod uwagę, że korzystam z nich nieco więcej niż przeciętny użytkownik, jest to nie lada wyczyn. Zawsze jednak musi być ten pierwszy raz. Przeżyłem go wraz z modelem Huawei P9 Lite (2017).

Był piątek, a słońce prażyło niemiłosiernie. Schodki nad Wisłą były więc zapełnione po brzegi. Siedząc po turecku na jednym z betonowych stopni, bawiłem się testowanym urządzeniem. W pewnym momencie wypadło mi ono z rąk i z wysokości około 20 cm spadło ekranem na beton. Możecie wyobrazić sobie moją minę, gdy po podniesieniu smartfona, zobaczyłem w rogu wyświetlacza wyraźne pęknięcie.

Jak się później okazało, nie był to przypadek. Huawei P9 Lite (2017) nie ma szkła ochronnego Gorilla Glass. Jak wykazał mój niezamierzony test (za który Huaweia oczywiście bardzo przepraszam), brak ten łatwo odczuć w praktyce. Wygląda więc na to, że Huawei zaoszczędził również i na przedniej części smartfona. Trochę słabo.

Świetny czytnik linii papilarnych

U dołu obudowy znajdziemy złącze micro USB (szkoda, że nie USB-C), a na jego pleckach okrągły czytnik linii papilarnych. Znajduje się on idealnie pod palcem wskazującym, więc jego obsługa jest wygodna i intuicyjna.

Szybkość jego działania i precyzja rozpoznawania odcisku jest świetna. Jest to poziom znany z najlepszych flagowców, więc nikt nie powinien być pod tym względem zawiedziony. Tym bardziej, że czytniki w nowych smartfonach Huaweia obsługują wiele ciekawych gestów.

Muskając skaner w dół wysuniemy z góry belkę powiadomień, a muskając w galerii na boki, będziemy przeglądać kolejne zdjęcia. Miło, że chiński producent używa rozwiązań z topowych modeli również w produktach z niższych półek.

Wydajność; ekran; oprogramowanie

Huawei P9 Lite (2017) nie jest demonem szybkości

Otwieranie się aplikacji na smartfonach ze średniej półki trochę czasu trwa. Jest to w pełni zrozumiałe. Ich układy to bowiem bardziej energooszczędne jednostki przeznaczone dla mniej wymagających użytkowników. Wystarczą one jednak do sprawnego nawigowania po interfejsie i płynnego wyświetlania animacji. Niestety, reguła ta nie do końca dotyczy Huaweia P9 Lite (2017).

Czasy uruchamiania aplikacji nie są najlepsze, ale — jak już wspomniałem — jest to typowe dla tej półki cenowej. Gorzej sprawa wygląda, gdy weźmiemy pod uwagę występujące co jakiś czas lagi i spowolnienia. System nie działa w pełni płynnie, szczególnie gdy zainstalujemy na nim większą liczbę aplikacji. Jest to nieco dziwne, biorąc pod uwagę fakt, że nakładka EMUI jest zaliczana do lekkich i bardzo dobrze zoptymalizowanych…

Układ graficzny daje radę i pozwala na wygodne granie w praktycznie wszystkie gry dostępne obecnie w Google Play. Kultura pracy jest za to raczej przeciętna. Urządzenie po dłuższym graniu staje się trochę zbyt ciepłe.

Wyświetlacz jest całkiem niezły

Ekran ma przekątną 5,2 cala i rozdzielczość FullHD. Daje to w zupełności wystarczającą ostrość i szczegółowość obrazu. Odwzorowanie kolorów i kąty widoczności również są dobre, chociaż te pierwsze mogłyby być nieco bardziej nasycone — kwestia gustu.

Na pochwałę zdecydowanie zasługuje maksymalna jasność podświetlenia. Nawet w pełnym słońcu nie miałem żadnych problemów z odczytaniem wyświetlanych treści. Gorzej natomiast wygląda sprawa z minimalnym podświetleniem. Mogłoby być ono niższe. W całkowitej ciemności ekran może więc nieco razić.

Fajne jest to, że ekrany smartfonów Huaweia da się skalibrować pod własne upodobania. Możliwe jest chociażby dokładne dostosowanie jego balansu bieli. Obecny jest również tryb nocny, ograniczający emisję niebieskiego światła.

Znane i lubiane oprogramowanie

Oprogramowanie Huaweia P9 Lite (2017) jest żywcem przeniesione z flagowych modeli tego producenta. Mamy więc dużo opcji personalizacji przy równoczesnej niskiej "wadze" nakładki. Niestety, mimo tego, że EMUI 5 jest względnie lekkim oprogramowaniem w porównaniu do nakładek LG czy Samsunga, podzespoły opisywanego modelu słabo współpracują z systemem, o czym pisałem w akapicie o wydajności.

Ekran główny nie ma domyślnie osobnego ekranu z aplikacjami. Te wyświetlają się po prostu na pulpitach. Dla jednych jest to zaleta, a dla innych wadach. Huawei doskonale to rozumie i w ustawieniach umożliwia zmienienie układu ekranu głównego na taki, który zawiera osobną szufladę z aplikacjami. Jest również tryb prosty dla osób nieobeznanych ze smartfonami.

Nakładka obsługuje wiele różnych gestów — zarówno dotykowych, jak i takich wykorzystujących żyroskop i akcelerometr oraz czytnik linii papilarnych. Fajnie prezentuje się również możliwość modyfikacji układu przycisków funkcyjnych na dolnym pasku nawigacyjnym oraz pływający przycisk, który wspomniany pasek może nam zastąpić.

Oprogramowanie jest proste i przemyślane. Pytanie tylko, dlaczego nie działa w pełni płynnie, tak jak w wielu innych modelach tego producenta z tej półki cenowej…?

Aparat; bateria; podsumowanie

Niezły aparat

Matryca aparatu ma rozdzielczość 12 Mpix, a obiektyw — jasność f/2,0. Zestaw ten daje przyzwoite zdjęcia. Na pochwałę szczególnie zasługują kolory, które są odwzorowane bardzo wiernie. Nie są one ani zbyt wyblakłe, jak w niektórych tańszych telefonach, ani zbyt przesycone.

Nieco gorzej sprawa wygląda niestety ze szczegółowością zdjęcia oraz jego rozpiętością tonalną. Gdy obiekt ma jakąś delikatną teksturę, często na zdjęciu ledwo jest ona dostrzegalna. Szczególnie widać to oczywiście w przypadku kolorów zbliżonych do bieli.

W nocy ciężko cyknąć nieporuszone zdjęcie. Gdy się to jednak uda, to jak na telefon z średniej półki cenowej — jest całkiem nieźle. Zaskakuje bardzo dobry dobór balansu bieli. Nocne światła wyglądają dzięki temu naturalnie, podobnie jak kolory. Brakuje tu jednak wyraźnie optycznej stabilizacji obrazu. Gdyby była ona obecna i wszystkie fotki wychodziły nieporuszone, byłoby naprawdę dobrze. A tak dobra będzie jedna fotografia na pięć. No, chyba że użyje się statywu.

Zastosowany system ustawiania ostrości opiera się na detekcji fazy (PDAF) i działa całkiem sprawnie. Podobnie zresztą inne elementy automatyki. Jakość zdjęć selfie również nie daje powodów do narzekań.

Aparat ma mnóstwo ciekawych funkcji

Aparat Huaweia P9 Lite (2017) pod względem sprzętowym jest wielokrotnie gorszy od aparatów flagowych modeli producenta. Jeśli jednak spojrzymy na możliwości fotograficzne z perspektywy software'owej, okaże się, że znajdziemy tu praktycznie wszystko to, co mają użytkownicy modeli pokroju Huawei P10.

Jest bardzo rozbudowany manualny tryb — zarówno dla fotografowania, jak i filmowania. Nie zabrakło HDR-u, panoramy, slow motion czy time lapse'ów. Jest nawet zintegrowany skaner dokumentów. Użytkownik nie musi więc pobierać aplikacji firm trzecich.

Show kradną jednak tryby nocne, a szczególnie tryby malowania światłem. Są cztery i wymagają użycia statywu. Dają one kupę nowych możliwości i czynią fotograficzne oprogramowanie Huaweia prawdopodobnie najlepszym na rynku. Świetnie, że producent używa go również w tańszych modelach smartfonów.

Bateria jest mocną stroną urządzenia

1,5–2 dni typowego użytkowania i 5 godzin na włączonym ekranie. Czas ładowania to absurdalne 3 godziny. Najkrótszy akapit o baterii jaki kiedykolwiek czytaliście właśnie dobiegł końca ;)

Odgrzewany kotlet, czyli surowe podsumowanie

Ja to jednak złym człowiekiem jestem. Nie dość, że "rozwaliłem" testowy sampel, to jeszcze recenzja średnio przychylna. Huawei P9 Lite (2017) nie jest złym smartfonem. Nie zmienia to jednak faktu, że prywatnie nie poleciłbym go żadnemu znajomemu, gdyby pytał mnie o smartfona z tej kategorii cenowej.

Testowany model ma naprawdę duże możliwości fotograficzne oraz świetne czasy pracy na baterii. Dobry jest również wyświetlacz, którego kolory i jasność zasługują na słowa pochwały. Ładny jest także design, a czytnik linii papilarnych jest doskonały. Niestety zastosowane materiały nie są najlepsze. Tworzywo sztuczne jest na szczęście dosyć porządne i dobrze spasowane. Nie ma więc pod tym względem tragedii.

Narzekać można natomiast na wydajność smartfona. Może ona zostać jednak poprawiona wraz z aktualizacją oprogramowania, więc nie spisujmy tego modelu na straty.

W zbliżonej cenie można dostać dużo innych smartfonów, które pod niektórymi względami biją Huaweia P9 Lite (2017) na głowę. Poniżej zamieszczam subiektywną listę najciekawszych propozycji.

Alternatywy

Nazwa telefonu może sugerować coś innego, ale Huaweia P9 lite (2017) ciężko uznać za następcę Huaweia P9 lite z 2016 roku. Oba modele wyglądają zupełnie inaczej, a nowszy w niektórych aspektach (np. jakość użytych materiałów) wypada gorzej. Należy się więc zastanowić, czy nie lepiej sięgnąć po starszy wariant, który jest tańszy o ok. 300 zł. Odsyłam do naszego testu Huaweia P9 lite.

Jeśli chodzi o alternatywy innych marek, moim zdaniem lepszą propozycją będzie chociażby Alcatel Idol 4 oferujący podobne podzespoły. Jest on wykonany ze znaczenie lepszych materiałów, oferuje bardzo płynnie działający i szybki system, świetne wbudowane głośniki oraz darmowe gogle VR w zestawie.

Fani małych smartfonów mogą z kolei zwrócić swoje spojrzenie w kierunku propozycji Samsunga. Galaxy A3 (2017) oferuje zbliżoną wydajność, obudowę wykonaną ze szkła, nieco dłuższe czasy pracy na baterii oraz wodoszczelną konstrukcję. Gorsza jest jedynie rozdzielczość ekranu.

W podobnej cenie dostępny jest na rynku również ZenFone 3 Asusa. Szkło i metal w połączeniu z wydajniejszym układem czynią ten produkt również całkiem ciekawą alternatywą.

Nie można również zapominać o wielu naprawdę udanych modelach Xiaomi, które prężnie rozwija swoją działalność na naszym rodzimym rynku. Dobrym przykładem jest chociażby model Redmi Note 4. Oferuje on podobną specyfikację co testowany model, metalową obudowę i, przede wszystkim, cenę niższą o aż 400 zł. Jest to już jednak propozycja o znacznie większych rozmiarach (ekran 5,5 cala).

Najlepszą alternatywą jest jednak bez dwóch zdań Honor 8. Owszem, trzeba do niego dołożyć około 300 zł, ale zdecydowanie warto. Jest to smartfon dużo lepszy pod każdym względem. Jego jakość wykonania jest genialna, a wydajność — perfekcyjna. Urządzenie to ma również nieco lepszy ekran i podwójny aparat fotograficzny robiący nieporównywalnie lepsze zdjęcia. Jeśli nadal nie czujecie się do końca przekonani, zachęcam do przeczytania (lub obejrzenia) jego recenzji.

Ogólna ocena6z 10

Plusy:

  • Duże możliwości fotograficzne
  • Niezły ekran
  • Ładny wygląd
  • Dobrze spasowana obudowa
  • Flagowe oprogramowanie…

Minusy:

  • …które lubi przylagować i spowolnić
  • Plastik imitujący szkło i metal
  • Zbyt wysoka cena
  • Nie najlepsza kultura pracy
  • Słabe i kruche tworzywo
  • Bardzo długi czas ładowania
Podziel się:

Przeczytaj także:

Także w kategorii Testy:

Samsung Galaxy S20 kontra S20 Ultra. Porównanie aparatów HTC Desire HD - test [cz. 1] Nokia Lumia 610 - Windows Phone na każdą kieszeń [test] Plextor EX1 - test zewnętrznego dysku SSD Fitbit Zip - idealny na początek przygody z lifeloggingiem [test] Cellna recenzja: Boom Blox Sony Xperia X Compact - test i recenzja Test telefonu Nokia E52 Samsung Galaxy Note - pierwsze wrażenia Kaspersky Mobile Security 8.0 w praktyce Huawei Ascend G7 - test i recenzja Cellna recenzja: SAMSUNG SGH-G800

Popularne w tym tygodniu:

Samsung Galaxy S21 Ultra po 24 godzinach. Pierwsze wrażenia i zdjęcia z aparatu Sprawdziłem, czy Samsung Galaxy S21 Ultra z Exynosem 2100 się przegrzewa Miło widzieć tak przemyślany telefon. CAT S62 Pro z kamerą termowizyjną: test