Rok 2016 był ważny z 6 powodów

To był dobry rok, świadczący o tym, że technologia rozwija się we właściwym kierunku. Przypomnijmy sobie kilka ważnych wydarzeń, wyciągnijmy z nich wnioski i spróbujmy przewidzieć, jak wpłyną one na przyszłość branży.

2016

2016 (vencav / depositphotos.com)

Czego nauczyła nas wpadka Samsunga?

Historię Galaxy Note 7 zna chyba każdy. Flagowy produkt Samsunga “wybuchał”, więc producent zdecydował się na usunięcie 2,5 miliona sztuk z rynku i wymienił je na nowe — rzekomo pozbawione wad. Niestety okazało się, że również wymienione egzemplarze miały wadliwy system zasilania i ulegały samozapłonom. Koreański gigant był więc zmuszony wycofać Note’a 7 z rynku całkowicie.

Samsung do tej pory nie podał oficjalnej przyczyny samozapłonów urządzeń. Prawdopodobnie winna była zbyt ciasna obudowa. Inżynierowie Samsunga wcisnęli do niej zbyt duże ogniwo energetyczne, co powodowało, że przy krańcach akumulatorka, jego warstwy się ze sobą stykały. To z kolei wywoływało mikrozwarcia i doprowadzało do niestabilności cieplnej.

Priorytetem większości producentów jest wepchanie jak największej ilości podzespołów do jak najcieńszej obudowy. No bo przecież cyferki takie fajne, wow. Smartfon na miarę 2016 roku powinien więc mieć jak najmniej milimetrów, jak najwięcej rdzeni i jak najwięcej miliamperogodzin. A że na samej produkcji i testach jakości można oszczędzić, to czemu by takiej okazji nie wykorzystać…?

Wielkie koncerny robią wszystko w pośpiechu, na szybko. Byle się tylko nachapać i zarobić na każdym sprzedanym egzemplarzu jak najwięcej. Przypadek Galaxy Note 7 to nauczka. Nie tylko dla Samsunga. Dla całej branży.

Może po tego typu aferach, najwięksi producenci w końcu zrozumieją, że najważniejsze jest bezpieczeństwo użytkowników i jakość oferowanego sprzętu. Miejmy taką nadzieję.

Jakie wnioski można wyciągnąć z wielkiego sukcesu Pokemon GO?

Gra Pokemon GO stała się najczęściej pobieraną grą mobilną wszech czasów. Niezależnie od wieku, płci czy regionu świata, ludzie pokochali odświeżoną wersję klasycznej produkcji. Przenosi ona znane wszystkim stworki do realnego świata, wykorzystując technologię rozszerzonej rzeczywistości. Dzięki niej możemy łączyć przyjemne z pożytecznym — równocześnie grać i uprawiać aktywność fizyczną.

Studio Niantic wypuszczając na rynek Pokemon GO doskonale wiedziało co robi. Wcześniej zadebiutowała bowiem gra Ingress, oferująca zupełnie inny klimat, jednakże oparta na tych samych zasadach co Pokemon GO. Ludzie zareagowali na taką mechanikę rozgrywki bardzo entuzjastycznie, czego apogeum widzimy w przypadku pokemonów.

Zobacz również: Internet rzeczy czy rzeczy internetu?

Oczywistym jest, że ludzie lubią cyferki. Obrazują one ich postępy i motywują do dalszego wysiłku. Bez tego na rynku nie istniałyby żadne opaski fitness, a może nawet smartwatche. Trafiają one jednak do ograniczonej liczby użytkowników. W przeciwieństwie do Pokemon GO, które do funkcji motywacyjnej dodaje jeszcze całą (znaną i lubianą) otoczkę fabularną.

Mózg ludzki ma to do siebie, że lubi nagrody (wzmocnienia pozytywne). W aplikacjach sportowych są to po prostu osiągnięcia i różnego rodzaju odznaki. W przypadku gierki studia Niantic, ich rolę przejmują pokemony, które trzeba złapać. Gdy schwytamy kolejnego stworka, w mózgu wydziela się dopamina, dająca nam kopa i motywująca do dalszego działania. I w ten oto sposób świat pokemonów wciąga nas jeszcze bardziej.

Poza mechaniką, która okazała się strzałem w dziesiątkę, Pokemon GO należy traktować jako bardzo udane wznowienie, bądź co bądź, legendarnej serii gier. Ludzie, którzy w młodości grali w oryginalne ich wersje, z chęcią po wielu latach powrócą z sentymentem do znajomych klimatów. Potwierdzeniem tej tezy jest również gra Super Mario Run, która od pierwszego dnia cieszy się ogromną popularnością.

Co udowadnia iPhone 7?

Mówi się, że produkty Apple’a przestały być rewolucyjne. Tak naprawdę jednak, każdego iPhone’a można takowym nazwać. W przypadku tej firmy, rewolucją jest nawet dodanie do oferty nowego koloru obudowy. Niby bzdura, ale przez kolejne kilka miesięcy powiela ją cała branża. Rynek po premierze każdego kolejnego iPhone’a nie jest już taki sam, jak przed tym wydarzeniem.

W tym sensie iPhone 7 również jest rewolucyjnym urządzeniem. Apple zrezygnował z zastosowania tradycyjnego złącza słuchawkowego, tłumacząc ten fakt tym, że przyszłość leży w bezprzewodowej transmisji dźwięku. Nawet jeśli faktyczne powodu usunięcia minijacka były inne.

Mniejsza jednak o powody. Kluczowe jest to, że za Apple’em pójdą inni. Wszystkie znaki na niebie wskazują chociażby na to, że Samsung Galaxy S8 również będzie pozbawiony gniazda mini jack. Przypadek? Nie sądzę.

Odpowiadając jednak na pytanie postawione w tytule tego akapitu. iPhone 7 to jednoznaczny dowód na to, że Apple ma się doskonale. O ile kiedyś koncern musiał wysilać się na prawdziwe innowacje, o tyle w tym momencie jest to zbędne i wystarczającą zmianą jest nowy kolor obudowy lub usunięcie jakiegoś elementu.

Owieczkami nie są w tym przypadku wyłącznie konsumenci, ale również inne koncerny, które bezmyślnie patrzą na Apple’a, niczym na święty obrazek. Chcą oni namalować łudząco podobne dzieło, myśląc że jedno malowidło wystarczy do stworzenia pięknej świątyni, przyciągającej rzesze wyznawców.

Czy Google ma szansę zachwiać rynkiem?

Apple zaprezentował swojego smartfona w 2007 roku. Google natomiast — prawie 10 lat później. Czy dekada różnicy jest do przeskoczenia? To pytanie zadaje sobie cały technologiczny światek.

Do tej pory Apple był jedynym liczącym się graczem, który odpowiadał zarówno za swój sprzęt, jak i za oprogramowanie na nim działające. Wszyscy inni producenci instalują na swoich urządzeniach Androida, czyli oprogramowanie firmy Google. Nie można więc nazywać Samsunga, LG czy Huaweia bezpośrednim konkurentem Apple’a.

Na taką nazwę zasłużył sobie w minionym roku Google. Brandowany przez niego (choć produkowany przez HTC) smartfon - Pixel - ma łączyć w sobie najlepsze podzespoły i czystego Androida zoptymalizowanego pod dane urządzenie. Aby smartfon mógł konkurować z iPhone’ami, trzeba ustalić jeszcze odpowiednio wysoką cenę i właściwie pokierować działaniami marketingowymi. Wtedy wyszukiwarkowy koncern będzie skazany na sukces. Jeszcze nie teraz, ale za kilka lat — owszem.

Dlaczego smartfony z pojedynczym aparatem to przeszłość?

Warto zwrócić uwagę na jeden niezwykle popularny w tym roku trend — podwójny aparat fotograficzny. Rozwiązanie to pojawiło się w naprawdę wielu smartfonach przeróżnych marek. Problem jednak w tym, że producenci pakując do obudowy dwa obiektywy, nie do końca wiedzą, po co w ogóle to robią.

Jedni kombinują z różnymi matrycami, inni z różnymi ogniskowymi, a jeszcze inni — z analizą głębi. Żadne z tych zastosowań nie wydaje się jednak wystarczająco ciekawe, aby zaczęła stosować je większość. Podwójny aparat to bardziej moda i coś, na czym producenci skupiają swoje kampanie marketingowe.

Założę się, że pierwszego smartfona z trzema aparatami fotograficznymi ujrzymy już w pierwszej połowie 2017 roku. Umożliwi on jeszcze dokładniejsze naśladowanie działania zoomu optycznego. Potem będzie już tak, jak kilka lat temu z rdzeniami. No bo przecież — im więcej — tym lepiej.

Co było największą innowacją 2016 roku?

Dla mnie odpowiedź jest jednoznaczna — smartfon Xiaomi Mi MIX. Model ten ma bardzo wąskie ramki, które powodują, że w obudowie o względnie kompaktowych wymiarach mieści się znacznie większy ekran.

Bez dwóch zdań, jest to przyszłość urządzeń mobilnych, do której wszyscy dążymy. Steve Jobs, prezentując pierwszego iPhone’a sugerował, że przyciski są zbędne, i że wszystko można zastąpić gestami dotykowymi. Bezramkowe smartfony będą naturalnym dopełnieniem tej wizji.

Prototypy takich urządzeń pojawiają się już od dawna, ale Xiaomi jako pierwsze wprowadziło gotowe rozwiązanie na globalny rynek. Plotki głoszą, że nadchodzący iPhone 8 i Galaxy S8 wezmą z niego przykład i również będą konstrukcjami bezramkowymi. A wtedy nastąpi efekt kuli śnieżnej i za 2 lata obecne smartfony będą wyglądały przedpotopowo.

Wygląda więc na to, że zaprezentowany w tym roku Mi MIX jest zwiastunem tego, co zobaczymy w branży w najbliższym czasie. Zwiastunem trendu, który prawdopodobnie zawładnie umysłami gadżetomaniaków i portfelami konsumentów na dobrych kilka miesięcy, a może nawet lat.

To był dobry rok. Co przyniesie 2017?

To był wbrew pozorom całkiem ciekawy rok. Wszyscy jaraliśmy się nowymi Note’ami i podziwialiśmy pierwszego (prawie) bezramkowego smartfona Xiaomi. Apple, mimo pewnej stagnacji, jak zwykle poradził sobie świetnie, a Google wszedł do gry prezentując własnego iPhone’a.

W 2017 roku, przednie panele smartfonów staną się bardziej minimalistyczne, a tylne — wręcz przeciwnie — pokryte zostaną dodatkowymi obiektywami. Apple nadal będzie miał się dobrze, a Samsung — odzyska zaufanie klientów.

Tako rzeczę ja ;)
A co sądzicie Wy? Dajcie znać w komentarzach.

Podziel się:

Przeczytaj także:

Także w kategorii Artykuły:

Komórkomania.TV: Reakcje na efekt 3D w telefonie HTC Sensation - pierwszy godny konkurent Galaxy S II? Nie tylko OnePlus 5T Star Wars. Oto 5 innych świetnych edycji chińskich smartfonów YouTube Music oficjalnie. Kilka fajnych pomysłów i sporo ograniczeń Porównanie nowości operatorów 2 miliardy dolarów to cena za dalsze życie Androida? Miłość do komórki aż po grób. Albo i dłużej... Duże zmiany w Androidzie. O co chodzi z certyfikacją? Dwa oblicza telefonu, czyli jak nie kupić kosztownego złomu Xbox Live dla iOS i Androida? Są różne sposoby zarabiania i promocji usług... Android jak iOS? Google może wprowadzić bardziej restrykcyjne ograniczenia Symbian Belle - nowy strój nieboszczyka

Popularne w tym tygodniu:

Jak wygląda składany ekran Samsunga Galaxy Fold po 10 dniach? Mateusz Morawiecki i jego potłuczony smartfon. Wiemy, jaki to model. I czemu powinien go zmienić Xiaomi Mi Note 10 wcale nie jest za drogi