Samsung właśnie dokonał czegoś wielkiego. To ważny krok w rozwoju VR

Nikt o tym nie pisze. A ci, co piszą, traktują to jako kolejną, nic niewnoszącą kampanię marketingową Samsunga. Ja jestem innego zdania. Koreański gigant zrobił istotny krok w rozwoju VR.

Co tak właściwie zaprezentował Samsung?

Samsung udostępnił do pobrania dwie aplikacje należące do kampanii #befearless (bądź nieustraszony). Są one przeznaczone dla gogli wirtualnej rzeczywistości Gear VR i mają za zadanie pomóc ludziom pozbyć się lęków.

Jedna z nich — Fear of Hights — dotyczy lęku wysokości. Jak nietrudno się domyślić, pozwala ona na wirtualne przemierzanie różnych wysokich lokacji. Można skakać po dachach budynków i przechodzić przez chyboczące się nad przepaściami mosty.

Druga — Fear of Public Speaking — bierze na muszkę zagadnienie nieśmiałości i strachu przed kontaktami społecznymi. W tym przypadku, będziemy rozgrywali symulowaną rozmowę o pracę, wystąpimy przed ogromną publicznością, a nawet zaśpiewamy karaoke w gronie znajomych.

Jest również możliwość wgrania do programu własnej prezentacji multimedialnej, która następnie będzie osadzona w wirtualnym świecie. Daje to więc możliwość przećwiczenia konkretnego wystąpienia w wirtualnej auli, przed wirtualną publiką.

Sprzęt analizuje postępy użytkownika

Obie opisane wyżej aplikacje są udostępnione w formie 4-tygodniowego programu. Po jego ukończeniu, użytkownik ma lepiej radzić sobie z sytuacjami, z którymi do tej pory miał problemy.

Po ukończeniu każdej sesji w goglach wyświetlają się wyniki i postępy. Algorytmy ocenią to, czy utrzymywaliśmy kontakt wzrokowy, i jak sobie radziliśmy w wirtualnym środowisku. Jeśli na nadgarstku mieliśmy zegarek Gear, otrzymamy dodatkowo bardziej dokładne statystyki uwzględniające puls i jego zmiany.

Ale dlaczego to jest takie ważne…?

Cały mechanizm i zamysł działania takich symulacji jest bardzo prosty. Osoba z określonym zaburzeniem lękowym może się go stopniowo pozbywać poprzez kontrolowaną konfrontację.

Wielokrotnie wywołuje się w tym celu ekspozycję lękotwórczego bodźca. Ta powtarzalna ekspozycja po jakimś czasie doprowadza do stopniowej habituacji mózgu. Nasz najważniejszy organ uczy się coraz skuteczniej ignorować określone bodźce, a reakcja lękowa — zaczyna zanikać.

Zobacz również: Zaczęła się era post-mobile

Systemy VR wykorzystuje się do tego celu od ponad 20 lat!

PTSD to międzynarodowy skrót zespołu stresu pourazowego (posttraumatic stress disorder). Jest to niewłaściwa reakcja organizmu na bardzo stresujące wydarzenie, które przerasta możliwości jednostki. Napaści, gwałty, kataklizmy żywiołowe, wypadki komunikacyjne… wymieniać można by długo. Po wszystkich takich zdarzeniach może wystąpić PTSD, które całkowicie uniemożliwia normalne funkcjonowanie.

Z zespołem stresu pourazowego zmaga się większość weteranów wojennych, w których psychice zaszły podczas działań wojennych częściowo nieodwracalne zmiany.

Terapia weteranów wojennych była jednak kiedyś trudna i długotrwała. Ciężko było bowiem eksponować pole walki i przywoływać traumatyczne sytuacje. Dlatego rozwijano technologię VR, którą wykorzystuje się do terapii lęków, fobii i PTSD od ponad 20 lat.

Byli żołnierze mają dzięki temu szansę jeszcze raz doświadczyć sytuacji, która okazała się traumatyczna. Terapia, która i tak jest długotrwała i żmudna, dzięki goglom VR jest znacznie prostsza i tańsza. Nie, nie tak tania jak myślicie. Systemy VR wykorzystywane lata temu w medycynie, kosztowały (i nadal często kosztują) nawet 50 tysięcy dolarów. Sesje musiały się oczywiście odbywać pod okiem specjalistów.

#befearless to krok w dobrą stronę

Konsumenckie gogle wirtualnej rzeczywistości rozwinęły się do tego stopnia, że mogą być spokojnie wykorzystywane w obszarach profesjonalnych. Kampania #befearless to pierwszy krok w kierunku wykorzystania potencjału drzemiącego w tym sprzęcie.

Samsung zdecydował się zastąpić ogromne i skomplikowane systemy VR i grupy specjalistów, konsumenckim Gearem VR i odpowiednim oprogramowaniem. Dzięki temu, można zmierzyć się ze swoimi demonami we własnym, domowym zaciszu, czyli w bezpiecznym kontekście sytuacyjnym.

Mimo że programy Samsunga zostały rozpisane na 4 tygodnie, aby naprawdę pomagały, producent ostrzega, że nie jest to rozwiązanie w pełni profesjonalne, i że nie należy go tak traktować.

Fakt jest jednak faktem — nadchodzą czasy w których przymusowy spacer do przychodni zastąpi nam smartwatch z odpowiednimi sensorami, a sesję terapeutyczną odbędziemy na domowej kanapie, z goglami VR na głowie.

Autor tekstu na Facebooku

Źródło: Samsung

Podziel się:

Przeczytaj także:

Także w kategorii Artykuły:

Sprawa sądowa Apple i Samsunga - Cupertino przechodzi do ciężkiej artylerii MWC 2018: wygląda na to, że na tegorocznych targach ujrzymy mało flagowców. I bardzo dobrze Nowa promocja Plusa i Cyfrowego Polsatu jest (delikatnie mówiąc) słaba... Jonathan Ive - Sylwetka postaci Samsung Galaxy Fold. Oto pięć rzeczy, które bym w nim zmienił Tryb astrofotograficzny w Pixelu 4 jest ciekawszy niż myślisz Porównanie "telefonów młodzieżowych" Made in China: Wingtech D20 podróbką Motoroli Aura Samsung, Xiaomi i Huawei stawiają na ceramikę. Co w niej niezwykłego? Samsung chce sprzedać 374 mln komórek w 2012 roku – Nokia ma powody do zmartwień? Face ID po pół roku używania. Apple, oddawaj mi mój czytnik linii papilarnych! Nokia Messaging na Symbiana S60 5th

Popularne w tym tygodniu:

Smartfon bez przycisków to nie fanaberia. To przyszłość Twój nowy telefon Huawei będzie oparty o ekosystem HMS. Oto wszystko, co musisz o tym wiedzieć